Archiwa tagu: matura

Wodolejstwo stosowane

Czyli umiejętność mówienia o niczym. Po co? A na przykład na maturę. Głównie ustną. Dokładnie tak! Spotkałam się już z przeróżnymi pytaniami, czy to w repetytoriach, czy w przykładowych arkuszach, czy nawet na maturze zasadniczej. Od banalnych, po iście egzystencjalne. Po co jeszcze Wodolejstwo? Chociażby small talk, który pojawi się w dorosłym życiu na każdym kroku. Na przykład na rozmowie kwalifikacyjnej do pracy. Jest to też nieodzowny element pracy z klientem, pacjentem, szefem przed zwróceniem się z prośbą o podwyżkę, z teściową na imieninach. I tak dalej, i tak dalej… Ale wracając do matur.

Zacznijmy od tego, że nie każde pytanie jest banalne, które nam się banalnym wydaje. Dajmy na to takie o ulubiony program telewizyjny typu talent show. A co jeśli ktoś nie ogląda? Albo w ogóle nie ma TV, nie ma reklam, nie ma standardowych programów, tylko same filmy i seriale. Kto chce, co chce, kiedy chce. Kryptoreklamy robić nie będziemy, chociaż pewnie wszyscy wiedzą o czym piszę. A co jeśli programy telewizyjne typu talk show czy inne łowiące talenty po prostu kogoś nie interesują? Jak wtedy odpowiedzieć na takie niby proste pytanie o ulubiony?

Po prostu. Polać wodę. Z prawdy nikt nas na tym akurat egzaminie nie będzie rozliczać. Jesteśmy rozliczani wyłącznie z języka. A żeby pokazać, że potrafimy, to trzeba coś powiedzieć. Nie powiem „cokolwiek”, bo jednak musi to mieć sens i trzymać się kupy (spójność i logika wypowiedzi). Treść też jest ważna, czyli musi być na temat. Potem poprawność wypowiedzi, a więc ograniczanie błędów do minimum, ewentualnie do takich, które nie przeszkadzają w komunikacji. No i bogactwo językowe, czyli zapominamy o „I think”, bo to zbyt podstawowe, a my chcemy się popisać czymś zdecydowanie ponad-podstawowym.

Tylko jak to zrobić, kiedy pomysłów brak? A nierzadko brak doświadczenia. Na arkuszach maturalnych pojawiają się pytania, z którymi niejeden dorosły mógłby mieć kłopot. Na przykład dotyczące godzenia życia rodzinnego z pracą; jak to zrobić, czy to łatwe, czy to trudne. Albo samotne rodzicielstwo: czy uważasz, że łatwo jest wychowywać dziecko w pojedynkę. O dietach i zdrowym stylu życia. Albo uczeń ma sobie wyobrazić co zrobi, jeśli zgubi się zagranicą i jeszcze na dodatek okradną go i wyląduje bez dokumentów. No jak? No skąd mają to wiedzieć?

I w tym momencie z odsieczą przybywa Wodolejstwo Stosowane. Nie wiesz co powiedzieć? Nie masz jeszcze opinii na ten temat? Masz prawo nie mieć. Strzel w jedną z odpowiedzi i wymyślaj dalej na bieżąco. Ale do takiego wymyślania warto mózg przyzwyczaić. Świetnie nadają się do tego mini Mind Mapy plus WH-Questions (why, who, where, when etc.). Z początku warto je robić pisemnie, potem już wystarczy wyobraźnia. Przykład poniżej.

Na maturze pisemnej możemy wykorzystać brudnopis i rozpisać sobie pomysły w formie mini Mind Mapy. Ale na maturze ustnej nie ma czasu ani możliwości, żeby sobie taką Mind Mapę przygotować. Przenosimy ją więc na to, co zawsze mamy przy sobie. Na ręce. Każdy palec ma dostać funkcję któregoś z WH-Questions. Wskazujący zawsze będzie Why?, serdeczny Who? i tak dalej. Jak kto chce, po swojemu. Pokojarzyć. Dzięki temu będzie nam łatwiej pamiętać o pytaniach, na które warto odpowiedzieć i które wygenerują nam pomysły. Wystarczy na przykład zginać kolejne palce, kiedy już odpowiemy na WH-Question, który jest do niego przypisany. Albo zetknąć ze sobą palce obu rąk. Można to zrobić zupełnie niezauważalnie, egzaminator nawet się nie zorientuje, że stosujemy jakąś technikę.

Jest jeszcze coś, co robię z uczniami, którzy mają problem z pomysłami. Kiedy pojawia nam się takie banalne ale wcale nie proste pytanie jak o filmie- wcielamy się w różne role. Jedna z naszych postaci uwielbia komedie romantyczne i o tym się rozgaduje. Inna science-fiction. Trik polega na tym, że udajemy kogoś innego i na bieżąco szukamy argumentów. I w ten sposób możemy znaleźć pomysły związane z każdym z gatunków. My mamy prawo nie mieć opinii na dany temat. Ale nasza postać akurat już opinię ma. I na dodatek może myśleć co chce. Może nawet lubić opery mydlane.

Można też wcielić się w postać swojej koleżanki / kolegi, o którym wiemy, że uwielbia dajmy na to… Westerny, bo ciągle nam o tym opowiada, do znudzenia wręcz. Mamy więc jakieś pojęcie na ten temat i jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, co ta osoba mogłaby powiedzieć. Czyli bazujemy na doświadczeniach innych. I przez moment wcielamy się rolę kumpla, fana westernów.

A co z pytaniami innego kalibru, typu czy łatwo jest być samotnym rodzicem? Pamiętajmy, że nikt nas nie rozlicza z opinii. Pod lupę brany jest język. Nie ma więc „złych” odpowiedzi. I oczywiście można zacząć od: To be honest, I have never thought about it. I dalej rozważać pozytywne i negatywne strony. Na koniec, w trakcie mówienia, może nam się rozjaśnić. Mówiąc przemyślimy temat i dojdziemy do wniosku, że nie, zdecydowanie nie jest łatwo być tym samotnym rodzicem lub zdecydowanie tak, sama sielanka. Ale wcale nie musimy tego robić. Ważny jest język, język, i jeszcze raz język. I ma go być na tyle, żeby egzaminator był w stanie poznać nasze umiejętności. Język i komunikacja. W życiu zresztą też, nie tylko na maturze. I to właśnie jest piękne…

Wodolejstwo Stosowane- WH-Questions

Nowe-stare umiejętności, Mózg i Nowa Matura.

Od dłuższego czasu mózg jest bardzo na topie. Podobnie jak wszystko, co ma przedrostek neuro. Widzimy mózg  na okładkach książek i czasopism, na ulotkach firm edukacyjnych i szkół językowych (na moich też…). Czasami przedstawiony jest metaforycznie, chociażby jako pomięta kartka z okładki książki „Mózgobrednie. 20 i pół mitu o mózgu i jak on naprawdę działa” autorstwa H. Beck. A często jako kolorowe, błyszczące obrazy będące rezultatem badań chyba najpopularniejszego aktualnie urządzenia, jakim jest rezonans funkcjonalny. Wprawdzie w nazwie nie znajdziemy „neuro”, ale on też przeżywa teraz swoje pięć minut. Ale co dokładnie przedstawiają te kolorowe obrazki, i na ile możne im ufać? Przebrnijcie proszę ze mną przez kilka kolejnych, dość naukowych akapitów. Wiem, że to nie najlżejsza lektura, ale na pewno ogarniecie. A na koniec- jak to się ma do Matur?

Funkcjonalne obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego (fMRI) bazuje na działaniu radia i magnesu. Za ich pomocą szuka się w mózgu ośrodków aktywnych w trakcie wykonywania poszczególnych czynności. Aktualnie sprawdza się dosłownie wszystko: gdzie mózg „zaświeci” gdy myślimy nad zagadką logiczną, kiedy kreujemy coś zupełnie nowego, kiedy gramy na instrumencie, kiedy patrzymy na zdjęcia przedstawiające emocje, kiedy odczuwamy pewne emocje… Niektórzy badacze poszukują w mózgu ośrodka miłości, jak chociażby badacz Arthur Aron, psycholog miłości i bliskich relacji, mąż słynnej Elaine Aron, autorki książek dotyczących tzw. Wysokiej Wrażliwości. Inni poszukują nienawiści. I tak dalej, i tak dalej…

Ale to, co ta nowoczesna machina naprawdę wykrywa, to woda.  A konkretnie atomy jej cząsteczek. Autor wyżej wymienionej książki „Mózgobrednie” zaznacza, że „tylko jeden atom na milion w ogóle wykazuje chęć współpracy” i pokazuje nam cokolwiek na ekranie komputera. Można jednak z pewną ostrożnością stwierdzić, które rejony mózgu są bardziej aktywne (ukrwione) niż inne podczas wykonywania konkretnych czynności. Ale podczas takiego badania sprawdzamy jedynie, w które miejsca dopływa więcej krwi. Nie mierzymy impulsów elektrycznych „skaczących” pomiędzy komórkami nerwowymi.

Warto także zdać sobie sprawę, że to, co widzimy w magazynach, to sztucznie zabarwiony wynik pomiarów. Jednak należy pamiętać, że mózg nigdy nie odpoczywa. Jeśli więc zobaczymy na takim kolorowym obrazku ciemne czy wyszarzone fragmenty, nie oznacza to wcale, że tamte rejony mózgu nie działają. Barwy w konkretnych miejscach mają jedynie pomóc w odczytaniu pomiaru.

Po co taki przydługi, naukowy początek? Po to, żeby nabrać pewnego dystansu do tego, co aktualnie przedstawiane jest za naukowy pewnik, najnowsze odkrycie, czy rewelację roku. Jeśli chodzi o mózg, nie ma czegoś takiego (póki co), jak pewnik. Kiedyś byliśmy przecież przekonani, że mózg kształtuje się do określonego momentu życia. I potem tyle. Koniec i kropka i nic już się pomiędzy uszami nie może zmienić. Przez lata brano to za pewnik, aż naukowcy doszli do wniosku, że mózg ma niezwykłe zdolności adaptacji do nowych warunków, które nazwano neuroplastycznością (zwróćcie uwagę na przedrostek). Bardzo ciekawe informacje na ten temat można znaleźć w książce „Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg” (N. Carr).

Jeszcze inne źródło: „Yes, Your Teen is Crazy. Loving Your Kid Without Losing Your Mind (Michael J. Bradley) i kolejne badania pokazują, że u nastolatków zachodzą olbrzymie zmiany w mózgu, zwłaszcza w obrębia kory przedczołowej. Oszacowano, że owszem, 95% mózgu rozwija się u dzieci do około 5 roku życia. Dlatego uważano, że te lata są najważniejsze. Natomiast teraz wiadomo, że pozostałe 5% rozwija się aż do końca okresu adolescencji. Liczbowo może szału nie ma. Czym jest 5 w stosunku do 95 procent. A jednak… To 5% odpowiada za tzw. umiejętności myślenia wyższego rzędu. W praktyce chodzi m. in. o podejmowanie decyzji, analizowanie, rozwiązywanie problemów, przewidywanie konsekwencji, myślenie logiczne i abstrakcyjne, kontrolę emocji, interakcje społeczne, w tym empatię… Czy wyobrażacie sobie dorosłego człowieka, którzy nie posiada tych umiejętności? Szefa, nauczyciela, rodzica, partnera…

Trendy w badaniach o mózgu, jak zresztą w każdych badaniach, zmieniają się. Zmienia się interpretacja starych badań, pokazując ich drugie, a często trzecie i kolejne dno. Kiedyś głęboko wierzyliśmy, że rodzimy się z konkretnymi naukowymi predyspozycjami. Że rodzimy się wzrokowcem, dotykowcem, słuchowcem, czy kinestetykiem. Teraz już wiemy, że niekoniecznie tak jest.

Kiedyś przecież badania jasno stwierdzały, że mózgi kobiet są „gorsze” od mózgów mężczyzn, bo przecież są mniejsze i lżejsze. Teraz wiemy, że poza różnicami w wadze, różnią się także budową, stopniem pofałdowania, czy złożonością fragmentu łączącego obie półkule.

No i meritum, czyli jak to się ma do Matury. Na szkoleniach metodycznych podkreśla się aktualnie, jak wielkie znaczenie ma uczenie młodzieży budowania umiejętności krytycznego myślenia. Odróżniania opinii od faktu. Przewidywania konsekwencji działania bohaterów Readingu czy Listeningu. Kto czytał ze zrozumieniem, ten na pewno zauważy, że to wszystko zawiera się w tych 5% rozwoju mózgu przypadającego na okres adolescencji.

W prawdziwym życiu będziecie może kiedyś pisać prace licencjackie czy magisterskie. Będziecie przygotowywać prezentacje w firmie. Być może będziecie odpowiadać na tysiące pytań własnych dzieci. Dlatego tak ważne jest budowanie umiejętności mądrego korzystania ze źródeł. Wszystkie te umiejętności (po Erze ABC, jak ją nazywam) wygrzebano i odkurzono, i od nowa stały się ważne na egzaminach szkolnych pod postacią zadań otwartych. Dlatego radziłabym z lekkim dystansem, ale i z ciekawością podchodzić do nowinek sprzedawanych pod chwytliwymi tytułami przełomowych odkryć. Nie tylko tych dotyczących mózgu. Budujmy stopniowo swoje umiejętności oddzielania tego, co jest przesadą, od tego, co może stanowić fakt. Odróżniania opinii od faktów. To właśnie tych umiejętności będzie od nas wymagać realne, pozaszkolne życie. Tego będą od nas wymagać Nowe Matury. A językowo mogę pomóc to ogarnąć.

Źródła:

„Mózgobrednie. 20 i pół mitu o mózgu i jak on naprawdę działa”, Henning Beck

„Yes, Your Teen is Crazy. Loving Your Kid Without Losing Your Mind”, Michael J. Bradley

„Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg”, Nicholas Carr

Pisanie nie tylko na egzaminach

Co najczęściej słyszę od uczniów, jeśli chodzi o problemy z zadaniami pisemnymi:

  • Brakuje mi POMYSŁÓW
  • Nigdy nie byłem w takiej sytuacji
  • Nie mieszczę się w LIMICIE SŁÓW
  • Mam problem ze SPÓJNOŚCIĄ i LOGIKĄ wypowiedzi
  • Mam za dużo pomysłów, nie wiem co wybrać, potem brakuje mi miejsca
  • Odpadają mi punkty za STYL wypowiedzi.

Moja propozycja to SCHEMAT, który pomoże pamiętać o tym, co w pisaniu po angielsku najważniejsze. Jeśli stale z niego korzystasz, na pewno zapamiętasz, że masz zwrócić uwagę na każdy RÓG KARTKI. W zależności od tego, co sprawia Ci największy problem, można je oznaczyć m.in.:

  • Styl wypowiedzi, który jest zależny od adresata.
  • Przewidywana gramatyka, czyli czym można się popisać i na czym można złapać kilka dodatkowych punktów.
  • Ulubione spójniki, między innymi dla ładu i logiki wypowiedzi.
  • Typ wypowiedzi, który będzie nam przypominał chociażby o tym, czy wolno nam wyrazić opinię, a jeśli tak, to w którym akapicie.
  • Fancy Words. Wzbogacisz swoją wypowiedź „odsuwając szufladki w mózgu” ze słownictwem, które znasz, ale nie przychodzi Ci od razu do głowy. Takie szufladki pełne są słówek, ale kiedy się ich rzadko używa, trochę się zacinają, albo wręcz lądują z całą komodą na strychu mózgu i trzeba się tam po nie wybrać. Czyli taka metafora wiedzy receptywnej- o słówkach i zwrotach, które potrafimy jedynie rozpoznać, ale już niekoniecznie samodzielnie użyć. Ale one gdzieś tam są.

A w środku coś w rodzaju mini MIND MAPY, która pomoże uporządkować myśli, jest natomiast szybsza niż tradycyjny plan wypowiedzi w punktach. Poza tym wiele mózgów „lepiej widzi” Mind Mapy niż lany tekst czy nawet takie punkty. Jeśli brakuje Ci pomysłów, Mind Mapa pomoże Ci je wygenerować. Jeśli masz ich za dużo, pomoże Ci  w wyborze, na których z nich się skupić tak, aby nie przekroczyć limitu słów.

Wiem, że to działa. Pisząc za każdym razem według tego wzoru (albo podobnego, Twojego własnego), przez wszystkie lata nauki w liceum, masz w głowie wyryte jak to powinno wyglądać. Dzięki temu NIE ZAPOMNISZ o tych rzeczach, za które zdobywa się punkty. I to nie tylko na egzaminie, ale w przyszłości, w pracy także. Takie „punkty” pokażą adresatowi, że znasz się na rzeczy, jesteś solidny i potrafisz się sprawnie pisemnie komunikować.

Zdecydowanie polecam także wyuczyć się konkretnych fraz na początek i na koniec różnych wypowiedzi. Normalnie na pamięć. Tak, wiem… Zawsze powtarzam, że lepiej zrozumieć, niż wykuć na pamięć. Ale tym razem mamy inny cel.

Stres, chociaż potrzebny (inaczej ewolucja dawno już by się go pozbyła), potrafi sprawić, że przez chwilę mamy w głowie pustkę. Wyuczone frazy na rozpoczęcie pisania pozwolą tę pustkę zapełnić. Masz początek, to już jakoś reszta pójdzie. Dlatego naucz się czegoś uniwersalnego, co będzie pasować do większości tekstów, w których masz rozważyć za i przeciw czy dać opinię. Naucz się początków maili (z prośbą, z zażaleniem, z przeprosinami itd.). Gwarantuję, że kiedy zobaczysz na kartce tych kilka gotowych słów, zdanie czy dwa- od razu poczujesz się lepiej.

No i CZYTAJ, czytaj, czytaj… I rozmawiaj, dyskutuj, załóż własny domowy klub, cokolwiek. Żeby wiedzieć, co w ogóle napisać, trzeba się z lekka interesować światem. Warto dyskutować ze znajomymi, wyrabiać sobie OPINIE. Warto zbierać doświadczenia.

Ten schemat przyda się nie tylko na egzaminach. Praktycznie w każdej pracy prędzej czy później przyda się język angielski. Nawet jeśli nie trzeba na co dzień współpracować z osobami posługującymi się obcym językiem, to od czasu do czasu na pewno przyjdzie nam napisać jakiegoś maila czy raport.

Polska firma, ale zamawia sprzęt zagranicą. Trzeba złożyć zamówienie i wyjaśnić w mailu, o co dokładnie nam chodzi. Sprzęt też się czasami psuje- trzeba napisać maila z reklamacją i prośbą o serwis. Korporacja. Przyjeżdża szef rynkowy na audyt i trzeba przygotować prezentację. We wszystkich tych i podobnych im przypadkach język uniwersalny to angielski.

I tutaj także ważny jest styl wypowiedzi. A może nawet zwłaszcza tutaj. Przyda się też pewna wiedza o różnicach kulturowych, żeby przypadkowo kogoś nie obrazić. Żeby nas dobrze zrozumiano i odebrano. Ale to już zupełnie inna historia.